Andrzej Dąbrówka

Mediewistyka, Średniowiecze

Luźna kartka PDF Drukuj E-mail


Piosenka dla Wandy Warskiej

Człowieka dobrego spotkać
niełatwo jest
a jeszcze chcesz żeby był
wprost doskonały
miał mądre ciało

Żeby miał głos jak śpiew
i żeby nim śpiewał
i by przepraszał gdy się gniewasz
 
I żeby w rysie jego warg
widzieć jak trafnie można milczeć
i żeby serio mówił: Przyjdę!

A zapytany: Jak mi w tym jest?
wyraźnie mówił: Bardzo ładnie!
I podpowiedział coś
gdy nie zgadniesz.

I żeby dotyk miał jak deszcz
i żeby nim chłodził
a kiedy powiesz: Jeszcze bądź
- by nie odchodził

I żeby uśmiech miał jak wiatr
co bawi trzciny
I cię na sześciu skrzydłach niósł
Jak serafiny

- Ale nie wszystko mamy, no a już
  Ale nie wszystko mamy, no a już
Dobroć czyjaś jak wino jest i jak chleb
- A czym jest brak ty wiesz ty wiesz
******

(Nuta, pomysł, początek i zakończenie powstały dawno temu, a środkowe zwrotki dopisałem w Palermo -
popijając samotnie wieczorem vino bianco w kawiarnianym ogródku;
XII Kongres Filozofii Średniowiecznej przypadł na straszne upały, jakich najstarsi tubylcy nie pamiętali,
co wywarło pewien wpływ na moją twórczość:) 
Nie wróciłbym do tego wiersza, gdybym nie spotkał na kongresie dr Gabrieli Kurylewicz. 
 


Dwujęzycznie


Jak dużo miejsca umie zrobić w ustach
które zdobywa
język

Ile języków się tam mieści,
w miejscu ich spotkania obok siebie,
między sobą, pod nad w poprzek wzdłuż wszerz
wstecz do przodu i z powrotem

Dużo języków
jak ryb w wodzie

*********

Vielsagend offen und un-
sagbar tief ist der willige Ort
der Begegnung zweier Zungen
wovon eine gar nichts empfindet
und nun die zweite das Doppelte

will muss kann moechte soll hätte
stillschweigend erfinden sollen um zu sagen,
aussagen, vorsagen, nachsagen, absagen und zusagen
an der zweiten vorbeisagend hineinsagen
eins sagen


Berlin, 7 lipca 2007



            Śnieg
                                   

                                   
            I

 
Czy ktoś na zimę czeka? Tak

zlatują się i tu zimują

grajkowie z bardziej zimnych krajów

żeby w szpalerach bieli ciepło witać

stoików w przewiewnych kapeluszach

gdy się powytaczają z bladej ziemi

na kształt piętrowych grzybów

 
Lecz tamtych śpiew nie wzrusza. Każdy się ma

za Alfę i Omegę, bo zwęża się ku głowie,

i nosi na niej Ω. Choć zamarli

jakby przerwali pracę, by posłuchać,

to słyszą tyle, co te garnki. Cóż, boją się jak ognia

wylewnych deszczów, dwuznacznych dyszeń wiatru,

nawet krytyki czystego śniegu,

a w trosce o swój bezcenny nos

nie chcą się do nikogo zbliżać

i nigdy jeden drugiego nie pokocha

zresztą nie mają rąk

 
Więc tylko są: wlepiają węgle oczu

w gęstwę półcieni i czekają

na wróżby zórz

 
Czy już, już dziś

 
 
            II.
 
Niebo Gwiaździste nade mną

i Śnieżna Kula we mnie

 
kim jest ten drugi obok mnie, co też ma głowę z nosem,

brzuch i jeszcze jeden brzuch

 
a może byłoby nam zimniej

gdybyśmy stali bliżej siebie

 
czy zdążam do tych drzwi, które

otwiera lub zamyka ktoś kolorowy

 
ci kolorowi są bez nosów, a

zamiast drugiego brzucha mają ruch

 
czy kto ze śniegu powstał

w śnieg się obróci

 

 

            III.

 
Nie dziś to jutro, lub kolejny dzień

odpowie na niektóre z tych palących pytań

 
Upłynie ostatnie pokrzepienie mrozu

grajkowie wrócą do chłodniejszych krajów

a nowi, co przylecą, komu innemu będą śpiewać

inne melodie

 
Pierwszy odpadnie nos

którego strzegły oczy w głowie

zresztą już wypłakane

 
Trzeba go podnieść, ale próbę

schylenia się, czy kroku, kończy

groźne klęknięcie

po którym nie ma na co wstać

 
To będzie szczęście gdy się uda

utrzymać przy tym podniesioną głowę

wtedy nie stoczy się z niej nakrycie

i ją ocali swoim cieniem

podczas gdy resztę

zacznie wsysać ziemia

która kiedyś wydała ich na świat

 
Będą powolnym deszczem spadać tam w las korzeni

 
A gdy już wokół nie zostanie żaden ślad

wtedy ostatnią garstkę, co przetrwała

w stanie skupienia, skryta w głowie

wysączy kępka trawy

i tylko jej najlżejsza część

uleci

przez dziurę w kapeluszu

 
 
_______________

grudzień 1999






Mała kosmogonia dla dzieci



 I
najpierw z chaosu zaczął się robić gaz
czy z gazu chaos, nie wiadomo
różnica jest niewielka
a zanika
gdy to się dzieje dosyć szybko

więc był ten gaz
no, to powietrze
które zaczęło się obracać
tańczyć
dmuchać w inne powietrze

a ono trochę się zgęściło
i pociemniało, mogło tylko płynąć
musiało się położyć

Śpiące powietrze przypomina wodę
bo woda to powietrze
pogrążone we śnie
 

 II
za którymś razem
śpiącej wodzie
przyśniła się inna woda

wtedy zrobiła się mniej mętna
wyrosły w niej korale
i wodne kwiaty

zrywała je gdy rozkwitały
i posyłała innej wodzie,
której się też to śniło
 
 III
ze zmarłych liści
w śpiącej wodzie
opadła na dół ziemia

a gdy tej ziemi się zrobiło
dużo
to wyszła z morza

i całowało ją powietrze

i przywierało do niej niebo

a kiedy zaszło za nią słońce
noc wykryła
że w ziemi jest już sól i prawda
wszystko
czego potrzeba ludziom
 


___________
wrzesień 1999
(Jerzykowi)


Copyright 2000 - 2005 Miro International Pty Ltd. All rights reserved.
Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License. | Usability i Pozycjonowanie