Piosenka dla Wandy Warskiej
Człowieka dobrego spotkać
niełatwo jest
a jeszcze chcesz żeby był
wprost doskonały
miał mądre ciało
Żeby miał głos jak śpiew
i żeby nim śpiewał
i by przepraszał gdy się gniewasz
I żeby w rysie jego warg
widzieć jak trafnie można milczeć
i żeby serio mówił: Przyjdę!
A zapytany: Jak mi w tym jest?
wyraźnie mówił: Bardzo ładnie!
I podpowiedział coś
gdy nie zgadniesz.
I żeby dotyk miał jak deszcz
i żeby nim chłodził
a kiedy powiesz: Jeszcze bądź
- by nie odchodził
I żeby uśmiech miał jak wiatr
co bawi trzciny
I cię na sześciu skrzydłach niósł
Jak serafiny
- Ale nie wszystko mamy, no a już
Ale nie wszystko mamy, no a już
Dobroć czyjaś jak wino jest i jak chleb
- A czym jest brak ty wiesz ty wiesz
******
(Nuta, pomysł, początek i zakończenie powstały dawno temu, a środkowe zwrotki dopisałem w Palermo -
popijając samotnie wieczorem vino bianco w kawiarnianym ogródku;
XII Kongres Filozofii Średniowiecznej przypadł na straszne upały, jakich najstarsi tubylcy nie pamiętali,
co wywarło pewien wpływ na moją twórczość:)
Nie wróciłbym do tego wiersza, gdybym nie spotkał na kongresie dr Gabrieli Kurylewicz.
Dwujęzycznie
Jak dużo miejsca umie zrobić w ustach
które zdobywa
język
Ile języków się tam mieści,
w miejscu ich spotkania obok siebie,
między sobą, pod nad w poprzek wzdłuż wszerz
wstecz do przodu i z powrotem
Dużo języków
jak ryb w wodzie
*********
Vielsagend offen und un-
sagbar tief ist der willige Ort
der Begegnung zweier Zungen
wovon eine gar nichts empfindet
und nun die zweite das Doppelte
will muss kann moechte soll hätte
stillschweigend erfinden sollen um zu sagen,
aussagen, vorsagen, nachsagen, absagen und zusagen
an der zweiten vorbeisagend hineinsagen
eins sagen
Śnieg
I
Czy ktoś na zimę czeka? Tak
zlatują się i tu zimują
grajkowie z bardziej zimnych krajów
żeby w szpalerach bieli ciepło witać
stoików w przewiewnych kapeluszach
gdy się powytaczają z bladej ziemi
na kształt piętrowych grzybów
Lecz tamtych śpiew nie wzrusza. Każdy się ma
za Alfę i Omegę, bo zwęża się ku głowie,
i nosi na niej Ω. Choć zamarli
jakby przerwali pracę, by posłuchać,
to słyszą tyle, co te garnki. Cóż, boją się jak ognia
wylewnych deszczów, dwuznacznych dyszeń wiatru,
nawet krytyki czystego śniegu,
a w trosce o swój bezcenny nos
nie chcą się do nikogo zbliżać
i nigdy jeden drugiego nie pokocha
zresztą nie mają rąk
Więc tylko są: wlepiają węgle oczu
w gęstwę półcieni i czekają
na wróżby zórz
Czy już, już dziś
II.
Niebo Gwiaździste nade mną
i Śnieżna Kula we mnie
kim jest ten drugi obok mnie, co też ma głowę z nosem,
brzuch i jeszcze jeden brzuch
a może byłoby nam zimniej
gdybyśmy stali bliżej siebie
czy zdążam do tych drzwi, które
otwiera lub zamyka ktoś kolorowy
ci kolorowi są bez nosów, a
zamiast drugiego brzucha mają ruch
czy kto ze śniegu powstał
w śnieg się obróci
III.
Nie dziś to jutro, lub kolejny dzień
odpowie na niektóre z tych palących pytań
Upłynie ostatnie pokrzepienie mrozu
grajkowie wrócą do chłodniejszych krajów
a nowi, co przylecą, komu innemu będą śpiewać
inne melodie
Pierwszy odpadnie nos
którego strzegły oczy w głowie
zresztą już wypłakane
Trzeba go podnieść, ale próbę
schylenia się, czy kroku, kończy
groźne klęknięcie
po którym nie ma na co wstać
To będzie szczęście gdy się uda
utrzymać przy tym podniesioną głowę
wtedy nie stoczy się z niej nakrycie
i ją ocali swoim cieniem
podczas gdy resztę
zacznie wsysać ziemia
która kiedyś wydała ich na świat
Będą powolnym deszczem spadać tam w las korzeni
A gdy już wokół nie zostanie żaden ślad
wtedy ostatnią garstkę, co przetrwała
w stanie skupienia, skryta w głowie
wysączy kępka trawy
i tylko jej najlżejsza część
uleci
przez dziurę w kapeluszu
_______________
grudzień 1999
Mała kosmogonia dla dzieci