|
|
|
|

|
Bajka o znakach zapytania
Aby nareszcie zrobić coś trwałego dla bezpieczeństwa ludu, oraz gwoli jasności sprawy - uszczelniono granicę między złem a dobrem O, nie zabrakło znawców, którzy szybko odsiali jedno od drugiego ani tych, którzy usunęli wszelkie przypadki wątpliwości Dla znaków zapytania brakło miejsca - to wygibasy były zbyt wulgarne to znów dawały zbyt dużo do myślenia - zrobiono z nich cegłę na graniczny mur Odkąd już każdy pewny siebie był na swoim, niektórzy z dobrych kryli się ze swą dobrocią, a przez to się doskonalili, przy nich inni stawali się chcąc nie chcąc ciut mniej dobrzy Źli zaś, nie zawstydzani dobrem, prześcigali się w swojej złości, więc zwyczajnie źli nie robiąc nic stawali się nie aż tak straszni Dorastające osobniki jęły pytać skąd się wzięły, co jest po tamtej stronie i czemu tu tak nudno Powstały dziwne zapotrzebowania - na trochę zła u dobrych, i na odwrót Zaczął się przemyt w obie strony, pociekły strugi czegoś przeciwnego na wskroś granicy, z której wyległ czy się wylągł i jak króliki jął rozmnażać legion wciąż bezczelniejszych znaków zapytania W obu krainach powstał ferment bo „miało być czytelnie” Po wielu akcjach porządkowych drużyny komandosów z obu krajów z dziwną koordynacją jak na przeciwieństwa wysadziły w powietrze mur graniczny Bezdomne znaki zapytania wzbiły się w niebo, spadły z deszczem i użyźniły ziemię
Kiedy zaledwie jest zapachem dającym się rozpoznać lecz nie nazwać barwnym jakby włókienkiem w szarym piórku grudką czegoś chyba nowego i może gotowego do powstania - nic szczególnego nie rób, tylko się nad nią skupiaj wciągaj z powietrzem oglądaj w różnym świetle dowiaduj się skąd nadleciała dokąd poleci ˇ Kiedy jest pierwszym listkiem - nie musisz wiele robić bądź blisko szanuj czystą lepkość patrz skąd wyrasta pij pragnienie ˇ Kiedy jest drzewem którego nazwy dłużej nie można nie znać nie wyznawać – wtedy opisuj kręgi, leć, obejmuj obiegaj pień i szybuj wystrzelaj w górę po tym pniu i odpoczywaj w jego nachyleniu Odpędzaj drwali, podpalaczy, płochych złodziei szyszek Broń tego drzewa bo się może drugiego nie dochowasz Nie pozwól żeby zanikało co w nim pulsuje Dbaj o nie tak jak deszcz zakraplający liść po liściu przenikający w żleby kory niosący więcej niż zabiera A rozdzielenie was się stanie jak wydarcie konarów z pnia korzeni z ziemi
– nie do wyobrażenia
lipiec 2005 (Jurkowi i Oli)
I Skrzydła są dane jako przykład rąk, które nie mogą krzywdzić Los je uchronił przed zamianą w ręce wśród części ciała ta zawsze jest niewinna Już tylko one dwa są tym, co ma wspólnego człowiek z aniołem, no i może z wiatrem Bo żaden człowiek nie zapomniał skrzydeł i lata na nich wciąż w sennych marzeniach Nie szczędzi tam wysiłków, macha macha krąży i wzbija się pod sufit Ale na jawie co podskoczy to upadnie gdyż jest jak głupia kura co nie zdoła nigdy zrozumieć wiatru II Wiele jest odmian i sprawności skrzydeł i wszystkie nas potrafią dźwignąć z ciemnej ziemi Skrzydeł przylatujących lot poziomy niesie otwarcie przytulenie przykrywanie Skrzydła odlatujących potrajają plecy i wykradają twarze dają stratę, odwrót oddalenie Skrzydła lecących wzwyż wspieramy swym podziwem czujemy od nich wiatr i w myślach powtarzamy jego namowy III Ach, skrzydła spadających: szybko za szybko się składają, gdy za wcześnie lotnik porzuci myśl o locie lub myślą zbyt wyprzedzi skrzydła i karkołomnie rade dalej każde daleko od drugiego i karmi się swym skosem Nieraz jednemu całkiem sił brak – i – wtedy drugie heroicznie zrzuca balast – wszystko, aby osiągnąć mogła cel choć myśl o locie
sierpień 2005 (pamięci Bogdana,†16.VII.1972)
|
|